Jesteśmy w Chile!

OBSERWACJE Z CHILE. Część III: Chile (jak dotąd).

Pierwszą część pobytu spędziliśmy w stolicy Chile- Santiago. Bardzo duże miasto, rozwinięte, niestety jak dla nas w obecnych warunkach za drogie. Dlatego uciekliśmy z niego dość szybko, ale na pewno tam jeszcze wrócimy, bo wiemy, że nie odkryliśmy do końca jego potencjału.

Kilka luźnych spostrzeżeń:

  • Fajnie jest być jedyną blondynką na ulicach ;).
  • Mają mnóstwo bezdomnych psów i ewidentny problem z nimi. Chociaż psy nic sobie z tego za bardzo nie robią i leżą czasem na środku ulicy niewzruszone niczym.
  • Uwielbiają uliczne stragany z fast foodowym jedzeniem. Co jest ciekawe, wiele z tych straganów zrobione jest z wózków sklepowych, na nich położona deska a na niej odbywa się całe przygotowanie jedzenia.
  • Bardzo dużo tarocistów ulicznych, chociaż żaden z nich nie wygląda na takowego.
  • Załatwiliśmy sobie numer RUT (tutejszy NIP) w 30 minut (wliczając w to czas oczekiwania na nasz numerek)- całkiem nieźle.
La bandera w Santiago

La bandera w Santiago

Najwięcej dotychczasowych doświadczeń dało nam jednak mniejsze, ale jakże ciekawe dla nas miasto Talagante. Tutaj mieliśmy możliwość poznania prawdziwych Chilijczyków i porozmawiania o prawdziwym Chile. Dowiedzieliśmy się wielu rzeczy, ale kilka z nich szczególnie przykuło naszą uwagę.

Po pierwsze podejście do pracy w instytucjach publicznych (szkoła, urząd miasta, dom kultury). Całkowicie odmienne od naszego. Tutaj dla ludzi to nie jest praca od 8 do 16, byleby coś odwalić. Tutaj to przywilej i powód do dumy. Nauczyciele chodzą do pracy zawsze w koszulach i spodniach od garnituru. Pracownicy urzędu miasta mają swoje specjalne „mundurki”, podobnie jak Ci w domu kultury, w kolorach i z logo miasta. Każdy, kto ich spotyka, wita się z uprzejmością, ale też szacunkiem. Bo to przecież ludzie, którzy robią coś dobrego dla miasta i jego mieszkańców, ludzie, dzięki którym mieszkańcom żyje się w Talagante lepiej, niż w innych miastach. I tym ludziom chce się coś dla miasta robić! Nasz wycieczka po domu kultury czy urzędzie miasta, niby nic (w Polsce raczej rzadko odwiedzając miasto idziemy akurat do tych miejsc), a jednak. Jako goście z Polski, z zagranicy, oprowadzono nas po pomieszczeniach, opowiedziano historię budynku i Talagante, pokazano wiele ciekawych rzeczy. I po każdym z opowiadających było widać, że swojej pracy poświęca swoje serce. Jak niespotykane to u nas w tego typu miejscach, stąd dla nas tak przyjemnie odmienne.

Z Jorge w jego miejscu pracy- Municipalidad de Talagante

Z Jorge w jego miejscu pracy- Municipalidad de Talagante

Druga rzecz to system szkolnictwa w całym Chile. W Talagante mieszkaliśmy z rodziną, w której rodzice i synowie są nauczycielami, tak samo zresztą ich siostry, bracia czy rodzice. To rodzinna tradycja. Stąd dużo dowiedzieliśmy się o tym, jak wygląda system szkolnictwa w Chile.

Po pierwsze w każdej szkole przeprowadzana jest raz w tygodniu próbna ewakuacja na wypadek trzęsienia ziemi (poważnego). I to nie ewakuacja podobna do tych, które pamiętamy, gdzie każdy z nas wcześniej często o niej wiedział, a kiedy zaczęły wyć syreny było to dla nas bardziej zabawa niż poważna sytuacja. Tutaj podchodzą do tego zupełnie inaczej. Oczywiście wpływ ma to, w jakim kraju żyją- trzęsienia ziemi to codzienność i zawsze może zdarzyć się coś niespodziewanego. Ale nam to pokazało, że Chilijczycy znają szanse i zagrożenia a sytuacje, które  należy traktować poważnie, tak traktują.

Z rzeczy związanych stricte z nauką- w każdej szkole specjaliści  na bieżąco kontrolują nauczycieli, czego uczą dzieci. Porównują trzy rzeczy: wymogi odgórne (od czegoś w stylu Ministerstwa Szkolnictwa), plan nauczania sporządzany przez konkretnego nauczyciela  i zeszyty dzieci, czy faktycznie znajduje się w nich to, czego powinny się uczyć. Dzięki temu każdy nauczyciel jest sprawdzany pod względem jakości nauki i przekazywanej wiedzy. Zgodność musi być praktycznie 100%, ponieważ w każdej chwili do szkoły może przyjść niespodziewana kontrola, która to sprawdzi. To oraz kilka innych czynników jak bezpieczeństwo czy zadowolenie dzieci. Po takiej kontroli szkoła oraz nauczyciele otrzymują punkty. Dzięki tym punktom mogą znaleźć się na odpowiednich listach. Lista A oznacza, że szkoła/nauczyciel są oceniane bardzo dobrze. Lista C wręcz przeciwnie. Jeżeli szkoła/nauczyciel znajdą się trzy razy z rzędu na liście C, to dyrektor szkoły/dany nauczyciel są po prostu zwalniani i otrzymują swojego rodzaju wilczy bilet. Stąd konieczne jest pilnowanie jakości nauki. U nas ten proces wzbudził pewnego rodzaju podziw. Tłumaczy to poniekąd, dlaczego nauczyciele muszą się przykładać do swojej pracy, a co za tym idzie są bardziej szanowani niż u nas.

Z naszą rodziną nauczycieli

Z naszą rodziną nauczycieli

Kolejna rzecz to fakt, że Chilijczycy nie interesują się tylko sobą, ale bardzo dużo wiedzą o historii innych krajów, w tym europejskich. Byliśmy naprawdę pełni podziwu jak wiele wiedzą o historii Polski, o obecnej sytuacji Ukrainy, o II Wojnie Światowej, o PRLu u nas i wielu innych rzeczach. To tylko utwierdziło nas w przekonaniu, że mieszkańcy Chile są bardzo otwarci na inne narody i empatyczni.

Obecnie jesteśmy już ok. 1 000 km na południe od Talagante, niedaleko Puerto Varas. Mieszkamy sobie na zboczach wulkanu Osorno i podziwiamy niesamowite, naprawdę niesamowite widoki!

Wulkan Osorno- nasz widok z okna

Wulkan Osorno- nasz widok z okna

 

Zdamy relację z pobytu tutaj w niedługim czasie. Obiecujemy postarać się robić wpisy bardziej regularnie, chociaż uwierzcie nam, czas tutaj płynie zupełnie, ale to zupełnie inaczej :)