Rodzinny obiad w Talagante

OBSERWACJE Z CHILE. Część I: ludzie.

Jedno jest pewne- Chile pokochamy. A właściwie już pokochaliśmy.

Nie widzieliśmy jeszcze co prawda zbyt wiele, wszystko przed nami. Nie zajechaliśmy też daleko. Ale nie zmienia to faktu, że jest niesamowicie. „Chile jest podobne do Europy”- tak nam mówili. W życiu! Chile jest tak wyjątkowe dla nas, jak żaden europejski kraj.

Oczywiście jest to pogląd czysto subiektywny na który wpływ mają dwie rzeczy: fakt, że to pierwszy kraj na naszej drodze, ale przede wszystkim ludzie. Ludzie są tutaj przesympatyczni. Albo nie, to za mało powiedziane (napisane)- oni są przekochani!

Początki spędziliśmy w Talagante, ok. 30 km od Santiago. Nieduże miasto ze swoim niepowtarzalnym urokiem.

Rodzina u której mieszkaliśmy, to rodzina znajomych, znajomych, znajomych… Skracając: ich syn ożenił się z Polką i mieszka w Polsce. I to wystarczyło, żeby przyjęto nas tutaj nie jak znajomych, nie jak przyjaciół, ale jak rodzinę.

Przez kilka dni odwiedzaliśmy braci i siostry naszych gospodarzy, którzy witają się z nami jak z dawno niewidzianymi przyjaciółmi. Każdy zaprasza nas na obiad, nocleg, każdy pokazuje zdjęcia i opowiada o sobie. Do tej pory jedynie słyszeliśmy, że w Ameryce Płd ludzie są otwarci, ale to mało powiedziane. Oni są naprawdę niesamowici.